Impulsem do napisania mych wspomnień o szkole stało się następujące wydarzenie. Otrzymałem mianowicie od dyrektora Liceum im. Wojciecha Górskiego zaproszenie w imieniu rodziców, nauczycieli, absolwentów i uczniów na święto z okazji 120-lecia założenia gimnazjum przez Wojciecha Górskiego oraz 15-lecia liceum, które przyjęło imię Wojciecha Górskiego.
Uroczystości miały miejsce w budynku szkoły na Marymoncie przy ulicy Nocznickiego i były poprzedzone nabożeństwem w archikatedrze. Nabożeństwa takie odprawiane są już od wielu lat w dniu 23 kwietnia, który jest dniem urodzin i imienin Wojciecha Górskiego. Szkoła nasza obchodziła wiele świąt i uroczystości, lecz te najbardziej znaczące wiązały się z datą 50-lecia szkoły w roku 1927, zjazdy wychowanków na 80-lecie w roku 1957, 100-lecie w 1977, no i ta ostatnia uroczystość w nowej szkole – 120-lecia w roku 1997. Brałem w tych wszystkich jubileuszach udział i przypominając je dzisiaj zrozumiałem, że pisząc te słowa stawiam sobie trudne pytanie. Jakim ja byłem w tych latach? Jaka była szkoła, z którą stale jestem związany? I jak zmieniło się jej otoczenie, nasza historia i cały świat, w którym czasowo przebywamy? Szeroki zakres tych spraw ogranicza mnie jedynie do wyboru wspomnień związanych ze szkołą, nie tylko jako placówką powstańczą 3 Kompanii Batalionu AK „Kiliński” i tych wszystkich wspaniałych, ale również tragicznych chwil, które dane mi było tam przeżyć, lecz szkołą jako instytucją oświatowo-wychowawczą. Omawiając ten temat będę się starał zawęzić moje uczestnictwo osobiste w życiu szkoły jako sztubaka, jak również wydarzenia i wstrząsy w skali historii i kończącego się już XX wieku.
Dziełem życia Wojciecha Górskiego było założenie po upadku Powstania Styczniowego szkoły, w której prowadził walkę o utrzymanie polskości narodu i przede wszystkim przez szerzenie oświaty.Program tego działania zakładał, że przegrawszy na polu walki orężnej należy zwyciężyć na polu nauki, sztuki, kultury i dobrobytu. Wojciech Górski założył szkołę, aby ucząc młodzież zachować polskiego ducha, walczyć z rusyfikacją i uciskiem oskiewskim. Filozofia Wojciecha Górskiego to pozytywizm, który dzielił za Orzeszkową, Prusem i Świętochowskim, poszukując dróg ocalenia pokonanego narodu. Oznaczało to upartą walkę z polityką zaborcy, a gdy w 1920 roku nowa zguba groziła niepodległej ojczyźnie i młodzi jego wychowankowie szli na front, błogosławił ich i modlił się za ich zwycięski powrót, leżąc krzyżem całą noc w naszej kapicy przy ulicy Moniuszki.
W roku 1927, zakładając fundację, która miała zapewnić dalsze prowadzenie gimnazjum w Warszawie oraz szkołę w Pamiątce, ufundowanej z części posiadanego koło Grójca majątku ziemskiego, wierzył, że fundacja ta przetrwa wszelkie kryzysy, które mogą nadejść w przyszłości. Stałą troską dyrektora był dobór naszych nauczycieli, w tym wielu wychowanków Wojciecha Górskiego.
Właśnie w związku z różnymi uroczystościami, początkiem roku szkolnego itp. łączą się w mojej pamięci występy teatru i orkiestry szkolnej. Mieliśmy doskonały teatr z repertuarem tradycyjno-ludowym oraz wspaniałą orkiestrę dętą, która gdy szła przez miasto na czele naszych pochodów w ordynku według klas, hufcem PW i drużyną harcerską, to ludzie zatrzymywali się i przed sztandarem szkoły zdejmowali czapki i kapelusze.
Służbę w Polsce pełniła Szkoła Wojciecha Górskiego przez kilka pokoleń. Wydawała wiele znakomitych wielkich synów narodu polskiego, z których liczni oddali życie za Ojczyznę. Wiele wniosło swą pracę i wiedzę w to wszystko, co się składa na siłę ducha polskiego. Dlatego też chodząc przez 10 lat z domu moich rodziców przy ulicy Chmielnej 12, tak samo jak mój starszy brat Zdzisław, w czapce kepi kroju francuskiego, w mundurze granatowym z kieszonką na lewej stronie piersi, ale już bez kieszeni bocznych oraz z kołnierzem zapiętym obowiązkowo pod szyją i z dwoma zielonymi beleczkami, czułem, że jestem „Góralem”, tak jak inni moi koledzy.
Dyrektor był dla nas wielkim autorytetem i przekazywane przez niego idee, może tylko w mniej archaicznej formie, zachowałem do dnia dzisiejszego. Życie szkolne w tamtych czasach nie miało tego luzu, jaki panuje w szkołach współczesnych, ale cóż, wiele się zmieniło, może na lepsze.
Szkoła Wojciecha Górskiego była wyłącznie męska. Na wieczorki taneczne były zapraszane panienki z wybranych szkół żeńskich i przychodziły w skromnych strojach bez nadmiernego dekoltu, a tańczyło się tylko walczyki i tańce wirowe, chociaż z miasta dochodziły różne „szymi”, „cherlestony” i „tanga”. Niemniej moją przyszłą żonę zauważyłem i poznałem jako pannę Irenę Zalewską z pensji Gepnerówny właśnie na takim wieczorku. I tak się szczęśliwie złożyło, że do dziś czujemy się w dalszym ciągu nie najgorzej.
Mieliśmy wziąć ślub w czasie powstania. Udzielić go miał kapelan z dziekanatu duszpasterstwa AK, ksiądz Konrad Pyrek, salezjanin i misjonarz,wychowanych Szkoły Górskiego, który odprawiał msze na naszej kwaterze w szkole oraz w szpitalu polowym na Chmielnej w hotelu Terminus, gdzie moja wybranka była sanitariuszką. Do ślubu jednak wówczas nie doszło ze względu na trudności w uzgodnieniu i dotrzymaniu terminu tej ceremonii w tych coraz trudniejszych dniach, gdy bombardowana szkoła nie była już naszym m.p..
W życiu szkolnym brali udział nasi rodzice, występując w komitetach przyjaciół szkoły czy też drużynie harcerskiej 25. WDH im. Hetmana Stefana Żółkiewskiego. Drużyna ta była prowadzona przez wychowanków szkoły i stanowiła, szczególnie na obozach i wycieczkach, świetny poligon sprawności harcerskich. Patronował temu wszystkiemu dyrektor Wojciech Górski, starszy pan z siwą bródką o ascetycznej sylwetce, często w czarnej pelerynie, poruszający się po Warszawie karetą z wiernym Franciszkiem na koźle i białym koniem w zaprzęgu. Codziennie witał i żegnał mnie w szkole z portierni, w której mieściła się później w pamiętnym sierpniu wartownia, w której żeśmy pobierali i zdawali broń, okazały wąsacz Wojciech, popularny woźny, który wydzwaniał początek i koniec lekcji.
Świadectwo dojrzałości otrzymałem w roku 1933, jeszcze z podpisem Wojciecha Górskiego. Były to już ostatnie jego matury z małym w roku 1935.
Więzi koleżeńskie z ławy szkolnej pozostały mi bliskie przez długi czas. Szeregi kolegów, tych jeszcze ze szkoły, zostały mocno przerzedzone przez historię minionych lat. Ale gdy na uroczystości 120-lecia założenia gimnazjum Wojciecha Górskiego zostałem zaproszony jako najstarszy z wychowanków do zabrania głosu, życzyłem tym wszystkim ładnym dziewczynom i udanym chłopakom powodzenia i szczęścia w życiu oraz zachowania przez długie lata więzi przyjaźni z ławy szkolnej.
Program obchodów święta szkolnego obejmował wiele imprez, spotkań dyskusyjnych i pokazów oraz mecz na boisku. Muszę z satysfakcją zaznaczyć, że na tablicy honorowej [plakacie informacyjnym] była umieszczona w dużym powiększeniu dostarczona przeze mnie przed laty fotografia budynku szkolnego przy ulicy Górskiego z chłopakami w opaskach na hełmach i lewym ramieniu w oknach i przy wejściu w kwaterze powstańczej, którą była moją szkoła.
Dlatego też, gdy składamy kwiaty przed naszą tablicą upamiętniającą walki powstańcze, zawsze z radością witam poczet sztandarowy w czapkach „kepi” z zielonymi paskami na otokach. Stojąc przed tablicą, która została wmurowana na miejscu, gdzie był gamach szkoły Górskiego, dopiero po 45 latach od tych dni heroicznych walki o Polskę – widzę jak nieco z oddali spogląda z pomnika głowa dyrektora Górskiego w rzeźbie uratowanej konspiracyjnie przed złomowaniem z gmachu szkolnego w czasie okupacji.
Roman Bańkowski, pseudonim „Ostoja”, Kazimierz Dolny, maj 1997 r.
Ztranskrybowane przez TurboScribe.ai. Nagranie TurboScribe (10.12.2025, 12:34:15)
KOMENTARZ
Powyższy tekst był drukowany w Informatorze Klubu 3. Kompanii Batalionu „Kiliński” – „Echo 166”, nr 3(21) we wrześniu 1997 r. Gmach szkoły przy ul. W. Górskiego 2 w pierwszych dniach września 1944 r. służył 3 Kompanii jako koszary. Tragiczne bombardowanie w dniu 8 obróciło budynek w ruinę i spowodowało śmierć wielu cywili chronionych daremnie w piwnicy. Patrol 3 Kompanii był tego świadkiem naocznym.
wb