Rodzina mojej mamy, związana była z Warszawą od dawna i miała dobrą opinię o przedwojennej prywatnej szkole Wojciecha Górskiego, która w powstaniu warszawskim została żburzona. Po wojnie szkoła wznowiła działalność w remontowanym domu na ulicy Smolnej 30 w Warszawie. Rodzice zdecydowali się posłać swoje bliźnięta do tej właśnie szkoły. Bliźnięta, to znaczy ja, Joanna i mój brat, Andrzej. [Szkołę podstawową kończyliśmy wcześniej na „Ziemiach Odzyskanych”, gdzie nasi rodzice zaangażowali się, jako nauczyciele, polecani przez swoich znajomych i władzę oświatowe, do propagowania polskiej szkoły w tamtych rejonach. Mieszkaliśmy wówczas w okolicach Wałbrzycha w miejscowości Łokietek, wkrótce przemianowanej na Walim, leżący w powiecie wałbrzyskim.]
Joanna Juska (z domu Padzik)
Po zdaniu egzaminu maturalnego w szkole Górskiego w 1952, startowaliśmy oboje na studia – ja na medycynę w Warszawskiej Akademii Medycznej, brat na wydział chemii Politechniki Warszawskiej, Po sześciu latach (pięć lat oficjalnie studia plus jeden rok w programie tzw. stażu klinicznego) ukończyłam uczelnię uzyskując w 1958 roku dyplom lekarza. Od razu rozpoczęłam kilkutygodniowe poszukiwania pracy. Za radą mojej mamy zgłosiłem się do pracy w ramach wolontariatu w I Klinice Chorób Wewnętrznych Warszawskiej Akademii Medycznej. Kierownik kliniki, profesor Andrzej Biernacki przyjął mnie bez oporu, ku wielkiej mojej radości, ponieważ zawsze interesował mnie człowiek i jego choroby. Pracowałam z przyjemnością około dwóch lat, a następnie dostałam etat asystenta. Tymczasem zmienił się kierownik kliniki, nowym został profesor Tadeusz Orłowski ( w młodości wybitny taternik!,) bardzo wymagający szef. Ale dzięki temu zaliczyłam odpowiednią ilość lat stażu, zaliczyłam też odpowiednie kolokwia i zdałam egzamin pierwszego stopnia ze specjalizacji chorób wewnętrznych. W następnych latach zdałam egzamin drugiego stopnia tejże specjalizacji.
W ramach pracy w klinice, a potem w Instytucie Transplantologii – placówkach kierowanymi przez profesora Orłowskiego – udało mi się uzyskać specjalizację z nefrologii i kardiologii, niezwykle szybko rozwijających się dziedzin medycyny. Po dalszych wymaganych latach pracy dydaktycznej i naukowej na uczelni otrzymałam tytuł profesora nadzwyczajnego. U profesora Orłowskiego pracowałam niemal do końca jego kierownictwa kliniką, kiedy to zostałam przeniesiona do II Wydziału Uczelni z zadaniem zorganizowania Oddziału Fizykoterapii, co udało się mnie wykonać i kierować tym oddziałem przez kilka lat. Pracując w II Wydziale miałam stanowisko prodziekana.
Na emeryturę przeszłam w 2005 r. Po 42 lat pracy jako nauczyciel akademicki warszawskiej uczelni medycznej zostało mi wiele miłych wspomnień, mogłam bowiem realizować swoje marzenia i zainteresowania, które miałam od najmłodszych lat życia.
W trakcie wieloletniej pracy na uczelni byłam wielokrotnie nagradzana finansowo i otrzymałam liczne medale krzyże i ordery okolicznościowe, wśród nich krzyż oficerski Orderu Odrodzenia Polski.
Obecnie przyjmuję pojedynczych pacjentów w spółdzielni pracy rentgenologów oraz od kilku lat, za radą moich uczelnianych kolegów, wykładam na uczelni w Collegium Mazovia w Siedlcach, należącym do innowacyjnej Szkoły Wyższej, co w dalszym ciągu daje mi satysfakcję zawodową. Jestem wieloletnią mężatką, której życie nie było wolne od problemów i tradeii. Uczestnicząc w licznych zjazdach naukowych i w turystycznych wojażach zwiedziłam z mężem kawał świata.
Andrzej Padzik
Mój brat Andrzej część studiów odbył w Politechnice Warszawskiej a część we Wrocławskiej, gdzie otrzymał stopień magistra. Po studiach przez kilka lat pracował w instytucie Badań Jądrowych w Świerku, następnie odbywał długie staże na uczelniach Austrii, Szwajcarii i Republiki Federalnej Niemiec, gdzie wykonał pracę doktorską, którą obronił na Politechnice Warszawskiej w 1977 roku. Pracując w Instytucie Badań Polimerów im. Maxa Plancka w Mainz aktywnie uczestniczył w licznych pracach i publikacjach naukowych, przez kilka lat pracował też jako wykładowca na wyższej uczelni w Nigerii. Ulubioną pasją jego życia była turystyka. Żonaty, miał jedną córkę. Umarł w 2006 roku, w trakcie wakacji spędzanych w Portugalii.
W ostatnich latach życia Andrzej zachęcony przez naszych kolegów ze szkoły średniej, czyli szkoły Wojciecha Górskiego, brał czynny udział w spotkaniach koleżeńskich w pomieszczeniach Towarzystwa. Przyjaciół Warszawy na Starym Mieście. Andrzej lubił te spotkania i ich różne tematyczne dyskusje często trwające po parę godzin. Ja również bywałam na tych spotkaniach, chociaż niezbyt regularnie. Dla mnie to dodatkowa frajda móc obserwować starzejących się kolegów, którzy nie zawsze mają interesujące tematy do dyskusji, ale zawsze chętnie przychodzą na spotkania. Sądzę, że te spotkania powinny może dawać więcej informacji o tym co każdy z nas robił, jak dawał sobie radę w skomplikowanych sytuacjach życiowych, tymczasem jednak do tych bardziej rzeczowych dyskusji nie dochodzi. Spotkaniom przewodzi Wojtek Brański, a pomaga mu Basia Syrenicz (Sidor) zwłaszcza w przygotowaniu herbaty. Wydaje mi się, że mimo pewnych niedomagań, spotkania mają swój urok. Bywamy też zapraszani do miejscowości Pamiątka pod Tarczynem, czyli miejsca drugiej szkoły założonej przez Anielę i Wojciecha Górskiego. Będąc tam widzę jak bardzo zaangażowany byli to ludzie w szerzenie oraz organizację oświaty a pamięć o nich powinna być zachowana przez kolejne pokolenia.
Joanna Juska (z domu Padzik)
KOMENTARZ
Oryginalny tytuł tego szkicu: Fragment historii z życia uczniów szkoły przy ulicy Smolnej 30 w Warszawie.
Joasia Padzik (po mężu Juska) pisała ten szkic zapewne walcząc już z chorobą, która spowodowała, że przestała przychodzić na staromiejskie spotkania naszego kręgu wychowanków. Nie udało się więc uściślić szczegółów ani jej biografii, ani bliźniaczego jej brata, Andrzeja. W opracowaniu swoim wspomina o życiowych tragediach. Z przekazów koleżeńskich – niesprawdzonych – istnieje domniemanie, że w stanie wojennym umarła/zginęła jej córka, o czym nie ma wzmianki w szkicu.
Co do spotkań staromiejskich, to faktycznie, nie prowadzi się poważniejszych dyskusji. Raz doszło do spięcia w temacie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, co skończyło się tym, że jeden z kolegów przestał przychodzić na spotkania. Próby rozwinięcia dyskusji o powstaniu warszawskim – związane z pisaniem książki o moim bracie powstańcu – i odpowiedzialności dowódców, którzy doprowadzili do powstania – mówiąc enigmatycznie spełzły na panewce. Jeden ze stałych bywalców spotkań nabrał takiej niechęci do rządzącej akurat ekipy partyjnej, iż oświadczył, że ponieważ nie dość gorliwie „walczymy” o jej zmianę, to nie będzie już przychodzić na spotkania. I słowa dotrzymuje, chociaż ekipa ta już nie rządzi.
Z Andrzejem wiąże się moje miłe wspomnienie z czasów pobytu w Nigerii. Dowiedziawszy się, że on też pracuje w tym kraju udało mi się go „namierzyć” i nawet odwiedzić w miejscu, gdzie mieszkał z córką Magdą i pracował. Po powrocie do kraju wciągnąłem go do pracy zarządu naszego stowarzyszenia.
Wojciech Brański
Bibliografia: